LNG z USA - rewolucja z importu

Robert Markowski
źródło: Frederik Smits van Oyen (Cheniere)
Dodany: 06.06.2017

 
Przez lata wierzono, że na wschodzie są surowce, a na zachodzie jest na nie zapotrzebowanie. Teraz okazuje się, że gaz możemy sprowadzać również z kierunku zachodniego i to nawet bez użycia rurociągów. Gazowce z USA mogą zmienić dotychczasowy obraz gry.

 
REKLAMA

Całe dziesięciolecia wydawało się, że jesteśmy skazani na rosyjski gaz ziemny, bo żaden inny nie był w naszej długości i szerokości geograficznej dostępny. Technologia jednak idzie naprzód, a układy polityczne się zmieniają, dlatego dziś Polska stara się uniezależnić od dostaw zza Buga i wypracować nowe połączenia, dzięki którym nasz kraj staje się bardziej niezależny energetycznie, a ceny błękitnego paliwa mogą spadać. Kluczową rolę ma do odegrania nowy Terminal LNG w Świnoujściu, który będzie regularnie przyjmował statki ze skroplonym metanem płynące ze Stanów Zjednoczonych. Odprawiać je po tamtej stronie Atlantyku będzie zaś np. firma Cheniere, której przedstawiciel, wiceprezes Frederik Smits van Oyen, wyjaśniał podczas niedawnej konferencji LNG w Polsce i Europie 2017, dlaczego skroplony gaz ziemny ma szansę odmienić dzisiejszy obraz rynku tego surowca.

Wiceprezes Cheniere Energy Frederik Smits van Oyenfot. CNG-LNG.plWiceprezes Cheniere Energy Frederik Smits van Oyen zaprezentował firmę i amerykańskie realia dotyczące gazu ziemnego

Cheniere dysponuje rozbudowaną infrastrukturą, której najważniejszymi z naszego punktu widzenia elementami są dwa terminale wysyłkowe LNG – w Sabine PassCorpus Christi, obydwa nad Zatoką Meksykańską. Firma zapewnia kompleksową obsługę dostaw gazowego paliwa, by wyręczyć klientów w czynnościach do tej pory rozdzielonych. To znaczy, że zamawiający nie musi już kłopotać się załatwianiem transportu kupionego gazu w innej firmie niż ta, która ten gaz sprzedała – wystarczy złożyć zamówienie i wskazać adres dostawy, a Cheniere zajmuje się całą resztą. Choć terminale firmy są nadal rozbudowywane, Cheniere już dziś jest największym odbiorcą gazu ziemnego w USA, a więc również jego eksporterem. 8 czerwca 2017 r. do Świnoujścia dopłynie LNG kupione właśnie od tego amerykańskiego potentata – będzie to pierwsza dostawa metanu ze Stanów Zjednoczonych do Polski, z pewnością nie ostatnia.

Jeszcze w roku 2015 nic nie zapowiadało takiego stanu rzeczy. Za podaż LNG na światowym rynku odpowiadały przede wszystkim trzy kraje – Nigeria, Algieria i Trynidad. Jeżeli prognozy się sprawdzą, w roku 2020 ich rola znacząco osłabnie, a 42% całej światowej podaży LNG będzie pochodzić z USA, w tym w połowie od Cheniere. To nie znaczy, że Nigeria, Algieria i Trynidad wyprodukują i wyeksportują mniej gazu, po prostu amerykańska rewolucja łupkowa spowoduje ponaddwukrotny wzrost podaży LNG. Do gry włącza się również Rosja, która w 2020 r. zaspokoi 12% globalnego zapotrzebowania na skroplony metan. Pomniejsze role odegrają także Norwegia, Angola i Kamerun.

W jaki sposób USA zostały niemal z dnia na dzień hegemonem światowego rynku LNG? Przełomem było opracowanie technologii eksploatacji gazu ziemnego ze złóż niekonwencjonalnych (tzw. łupków), kluczowe okazało się również bogactwo drzemiących pod powierzchnią pokładów. Nie bez znaczenia jest też oczywiście fakt, że Amerykanie dysponują odpowiednimi pieniędzmi, żeby na własną rękę rozwinąć infrastrukturę i eksploatować złoża łupkowe – bez wielomiliardowych inwestycji zagospodarowanie i dystrybucja ogromnych rezerw surowca nie byłoby możliwe. To niestety potwierdza, że najłatwiejszą drogą do wielkich pieniędzy są posiadane od początku duże pieniądze, które można pomnożyć (w Polsce temat łupków odłożono do szuflady właśnie ze względu na konieczne nakłady inwestycyjne), ale dla nas możliwość importowania LNG z USA to i tak znaczna korzyść – zapłacimy mniej i zróżnicujemy kierunki dostaw.

Jak wyjaśnił Frederik Smits van Oyen, amerykański sektor LNG jest też bardzo konkurencyjny – koszty skraplania są niskie, a na rynku pracy dostępnych jest wielu wysoko wykwalifikowanych specjalistów, na zatrudnienie których firmy takie jak Cheniere mogą sobie pozwolić. Koszty transportu gazu do klientów pozostają również na atrakcyjnym poziomie, dzięki czemu gaz z USA wygrywa w kalkulacjach z ofertami z Azji, Kanady czy Afryki. Wygląda na to, że również statki wiozące LNG do Świnoujścia będą coraz częściej wypływać z USA i to najprawdopodobniej z terminali należących do Cheniere. Dopóki dostawy będą regularne, a ceny konkurencyjne, nie mamy nic przeciwko.


Good Przydatny artykuł (1)
Bad Mógłby być ciekawszy (0)







Partnerzy